Tygodniówka, czyli w weekendy cisza i spokój - zakaz pisania. Zobaczymy, czy się uda?
RSS
wtorek, 23 listopada 2010

Kierowcy z rana jeżdżą jak pizdusie, jakby jeszcze spali, albo siedzieli w domach przed telewizorami i oglądali pasjonujący program Kawa czy herbata, a przy tym zastanawiali się - Obudziłem się, czy to mi się jeszcze śńi?

Mnie do jasnej cholery spieszy do roboty... Pracownik roku?

Bez przesady - im szybciej będę, tym szybciej wybędę.

Lista grzechów głównych porannych kierowców i nie tylko porannych:

  1. brak wyobraźni
  2. myślą, że tylko oni są na drodze i że jak oni dojadą szybko to inni równie szybko będą w pracy i w ogóle losy wszechświata zależą tylko od ich bolidu
  3. migacze włączać szybciej
  4. przepuść od czasu do czasu kogoś, to i może ciebie też przepuszczą i gdzieś się rozładuje troszkę korka za tym bidulkiem, co to nie może wyjechać
  5. włącz mózg, światła, zapinij pasy - TAJA KOLEJNOŚĆ PRZY WSIADANIU DO BRYKI

Kolejność jest zupełnie przypadkowa.

Jeżeli jesteś takim kierowcą, jeżeli któryś z punktów cię dotyczy, to niedobrze, bardzo niedobrze ;)

09:04, miroslaw.marcol
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 października 2010

Wreszcie chwilunia miejsca w czasoprzestrzeni. Można się skupić. Słuchawki na uszy i coś trzeba wybrać na tym małym cudzie z Appla (prezent - jeszcze mi nie odbiło do końca). The Resistance firmy Muse - tak sobie słucham i to normalnie takim Quennem zalatuje, że doktor Queen się w grobie przewraca.

A mnie się oczy kleją, łeb nad klawiaturą zwisa jak za oknem chmura, co to się zaczepiła o najwyższy komin. Piątek to dlatego - energia została wyssana wczoraj na piłkarskim boisku. Nie wspomnę o wyniku, bo jest równie znakomity, jak wyniki Śląska Wrocław w tym sezonie.

Dostałem w pracy wreszcie laptopa - nie lubię pisać na laptopach. Czy ktoś zna kretyna, który w miejscu klawisza Control ustawił funkcyjny? Proszę go ode mnie uściskać, ale tak, żeby może i troszeczkę poddusić, to się opamięta!

No i tyle siatkarki grają z Japonią. Było 2:0 dla Polek, ale Japonki chyba się obudziły i już nie są takie gościnne i wynik 2:1, a w czwartym secie Japonki prowadzą. Oj, oj.... 3mać kciuki!

czwartek, 28 października 2010

No i dzisiaj już czwartek... przeleciało. Właśnie przed chwilą wpadłem na Ödöna von Horvátha, ale się ucieszyłem bo w Teatrze Polskim wystawiają Kazimierza i Karolinę. Recenzja słaba, ale co tam Odon to był gość i jego Epokę Ryb zjadłem razem z ośćmi - kilka razy, aż mi się książka rozpadła z lekka. Jak wrócę do domu, to zerknę to tej małej książeczki.
Wpadłem na zdjęcia znajomego ze ślubu. Młody jest, ale co tam. Jak szaleć to szaleć. Taki rok - spojrzałem na swoją obrączkę, hehe.
Dzisiejszy wieczór zapowiada się bardzo intensywnie: najpierw Tajne Komplety, potem jeszcze nocna piłka nożna, a jeszcze w tak zwanym między czasie, chciałbym coś przy komutrze posiedzieć, bo mam robotę - jedną stronę robię.No, no... dobrze, że jutro piątek.... przeleciało. p.s. Chciałem zapisać szkic i znowu padł serwer, chyba zrezygnuję z tego badziewia! Na szczęście piszę sobie teraz na brudno ;) znaczy w notatniku, zanim przekleję.

środa, 27 października 2010

Jakieś głupoty mi się dzisiaj w nocy śniły: balonem latałem, nie pamiętam z kim, ale tak lecieliśmy, że wylądowaliśmy w Korei - tylko ze snu nie wiedziałem, w której? Dobrej, czy złej? Ale raczej tej złej, bo dużo kolesi z karabinami się pojawiało jak nasz balon wylądował. Skończyło się tak, że odlecieliśmy, ale można podsumować: że sobie polatałem, tudzież się przeleciałem.

No i dzisiaj środa, środek tygodnia, czyli... #$@#%^Y!@ Właśnie taki dzień, i co? a no to, że jak zawsze się sprawdziło - koreczki są większe.

Aaaa i w Pucharze Polski Śląsk Wrocław przegrał z Legią 1:2 i nie awansowali, bo w Warszawie było 1:0 dla Legii. Słaby ten Śląsk w tym sezonie, aż strach myśleć, co będzie jak spadną z Ekstraklasy. Jak już mamy tego fryzjera we Wrocławiu, to może trzeba skorzystać z jego doświadczenia. Kto będzie przychodził na mecze jak już będzie piękny nowy stadion i beznadziejna drużyna? Lepiej nie gadać.

wtorek, 26 października 2010

Wpis jest bez tytułu nie dlatego, że nie mam tytułu dla niego, ale dlatego, że wpis nosi tytuł: Bez tytułu. W ten oto sposób rodzi się pierwsze zdanie, które może zapoczątkować jakiś znakomity wpis :) Tylko o czym tu pisać, jeśli wszystko jest normalnie, jeśli wszystko jest zwyczajnie, np. jechałem dzisiaj do pracy i nie było korków i co jest najgorsze, wczoraj też nie było. Być może taka pora, a być może korki zniknęły z Wrocławia (przynajmniej te poranne)? (Jutro środa - pewnie jeszcze zatęsknię za stwierdzeniem,  że nie ma korków.)

W porannym WFie też jakoś tak zwyczajnie - niby śmieszą, niby obrażają, ale tak bezpłciowo. Nawet koleżanka, która właśnie przyszła do pracy swoje Cześć powiedziała tak jakoś bez wyrazu. Znaczy co? Nuda? Jak w polskim filmie. Tak to z tą nudą jest, że niby jest, ale przychodzi wtedy jak jest zbyt zwyczajnie, jak nie ma co robić, a przecież o tym marzymy wśród dni zabiegania, w wirze zakręcenia codziennym stresującym wwiercaniem się we własny żołądek, czy głowę.

Nagle jak przyjdzie coś takiego, że robi się trochę normalniej, troszkę spokojniej, to od razu nuda, za spokojnie, wszystko bez wyrazu. No właśnie nawet tytuł jest bez wyrazu, a więc i bez treści, czyli BEZ TYTUŁU. Ot takie pokrętne przemyślenie z samego rana - i to jeszcze bez kawy.

09:00, miroslaw.marcol
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 października 2010

Czytałem ostatnio wywiad z Pati Yang i powiedziała coś takiego: Wiesz, mam też takie loty, że jak idę do lasu, to rozmawiam z drzewami. Nie mówię tego w takim sensie, że coś mnie pojebało. Tylko w komunikacji pozawerbalnej czujesz, jakim cudem jest to, że tutaj jesteś, że wszystko żyje.
I jak pierwszy raz to przeczytałem, to się uśmiałem nieźle. Może dlatego, że wywiad jest spokojny i taki troszkę pompatyczny, a tu nagle: pojebało ;) Jakoś ni w pięść, ni w oko, ni z gruchy, ni z pietruchy, itd. Później jedak przypomniałem sobie jak to mając niewiele ponad 20 lat zasuwałem sobie samotnie po Beskidach i czułem taką bliskość każdej rośliny, każdego źdźbła trawy, że do teraz mam wrażenie, że to miejsce i ten czas idealizuję, tak jak często niektórzy wspominają dzieciństwo, albo dajmy na to wakacje u babci. Taaaak.... wakacje u babci - pamiętam jak dziś: wielka, gruba pierzyna, duże łóżko, za oknem pieje kogut, oprócz tego cisza, słońce gładzi po twarzy, potem śniadanie, jajecznica, chleb z masłem i ta słodka kawa zbożowa, której smaku chyba nigdy nie zapomnę. Później próbowałem odtworzyć, jakoś powtórzyć ten smak, skopiować go, ale kopia nigdy już nie będzie oryginałem - może być i lepsza, ale nie taka sama.
Ale co tam... jest poniedziałek, więc jak mawiał Miałczek: co kraj, to wódka inna, a ja dodam, ale łeb boli tak samo. Do pracy rodacy!

09:33, miroslaw.marcol
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 października 2010

Dzisiaj piąteczek, luzik, weekend, ale nie tak szybko.... zacznę jednak po Polskiemu:

jak tu się nie denerwować, jak być pełnym optymizmu, jak się uśmiechać do ludzi, jak się ma SKLEROZĘ! Specjalnie do pracy przygotowany makaron z kurczakiem, brokułem, ziołami i Bóg jeden raczy wiedzieć czym, został w domu. Leży sobie teraz mój obiad w lodówce i się chłodzi, a ja specjalnie nie zabierałem dzisiaj do pracy za dużo jedzenia: tylko mały banan, tylko kanapeczka (już jej nie ma zresztą) i jakiś jogurcik. Zawsze w piątek mam apetyt cholerny, bo jestem po czwartkowym bieganiu za piłą, ale tym razem klops. W zeszłym tygodniu zjadłem takiego wielkiego batona z orzechami (nazwy nie wymienię bo mi nikt za to nie płaci), że przez pół dnia mnie trzymało jeszcze, ale nie chce sobie podnosić cukru... w kosmos.

Jednym słowem: SKLEROZA! Człowiek rano to myśli o innych sprawach, np. czy już dzisiaj będzie trzeba skrobać szyby, czy znowu trafię na idiotę za kółkiem autobusu, itd. Tym razem jak na złość (poproszę o taką złośliwość codziennie) przez miasto czmychnąłem w kilka minut, ale obiad został w domu.

No nic - zjem to po pracy... co się odwlecze, to nie uciecze; co nagle, to po diable; gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy; każdy kij ma dwa końce (ooo to już nie pasuje)!

08:50, miroslaw.marcol
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 października 2010

Byłeś kiedyś w miejscu, ale nie wiedziałeś po co (?) tam przyszedłeś. Ktoś cię zaprosił i jesteś. Przyszedłeś, może trochę z ciekawości, może trochę z nudów, w sumie powód nie jest ważny, ale skoro ten ktoś cię zaprosił, to znaczy, że jesteś tam potrzebny.

W tym miejscu było już kilka osób podobnie jak ty zaproszonych, znałeś niektóre z tych osób, a więc nie czułeś się obco, jedynie ciągle i nieprzerwanie zastanawiałeś się po co zostałeś zaproszony, a nawet może nie po co, tylko dlaczego? Po co było jasne - na kolację, ale dlaczego? Czym sobie zasłużyłeś na taki zaszczyt?

Sala się zapełniała i już każdy zamoczył usta w winie, lekko się rozeszło po kościach jakieś zmęczenie, jakiś stres, ale ciągle pytanie bez odpowiedzi było bez odpowiedzi, a do tego nikt ze znajomych i ich znajomych nie wiedział po co ten ktoś chciał akurat nas w tym miejscu.

W sumie to miejsce ładne i kolacja smaczna, i dobre wino, i miła rozmowa, i....

ALE PO CO? Nikt nie odpowiedział nam na to pytanie i chyba teraz każdy musi odpowiedzieć sobie na nie sam: po co ten ktoś chciał akurat nas w tym miejscu?

środa, 20 października 2010

I jak tu nie być przesądnym, albo jak tu nie wierzyć w magiczną moc środowego pecha. Toż środa zawsze jest gorsza niż piątek trzynastego – dzisiaj od rana tak to wygląda i tak się to zapowiadało od samego otwarcia sklejonych powiek.

  1. Poranne krzątanie się po domu w środę nabiera najwyższej kumulacji tygodniowego napięcia.

  2. Taki był korek, że myślałem, że samochód zostawię na pastwę strażników teksasu miejskiego.

  3. Głowa mnie coś boli.

  4. Padam na ryj.

  5. Deszcz zaczął też padać.

  6. Kawa się kończy.

  7. Herbata za słona.

  8. Itd., itp.

  9. .........

 

Jeszcze do tego wszystkiego wypierniczył się BLOX. Cały wpis się poszedł paść na zielone pastwiska! Zagryzłem zęby i napisałem od nowa, wszystko od nowa.

 

Przestało padać. Głowa przestaje padać. Idę zrobić kawę. Będzie dobrze? Operacja się udała, ale niestety pacjent nie przeżył.

 

Wczoraj odpalili przy placu Strzegomskim POCIAG DO NIEBA - wpadłem, fotkę zrobiłem, uciekłem.

Uciekam.

 

 

wtorek, 19 października 2010

No i jak wstałem dzisiaj i zobaczyłem, że drugi dzień ZERO na blacie, znaczy rtęć za oknem skurczyła się do tego poziomu i nie chce leźć pod górę, to pomyślałem: ..@#$@#%@^#, to pomyślałem: pora odkurzyć zimową kurtkę. Obym nie wywołał wilka z lasu, ale jakoś kolejny dzień nie chce mi się marznąć.
A wyobraźmy sobie zastosowanie: mądry głupiemu ustępuje, na drogach? Prawie sami idioci jeżdżą i także zaliczam się do nich. Oczywiście mam przebłyski czasami, że kogoś przepuszczę, np. dzisiaj zwolniłem, żeby pani mogła swoim "srakowatym" Fiatem Seicento wbić się na mój pas, ale oczywiście zanim się kobieta zorientowała, że zwolniłem, to już zdążyłem puścić FUCKa pod nosem i nacisnąć nogę z powrotem na gaz, a ta co... oczywiście wtedy właśnie wjechała.
Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać tak jak one -
no to do roboty grzmoty!

 
1 , 2
www.marcol.art.pl