|
Tygodniówka, czyli w weekendy cisza i spokój - zakaz pisania.
Zobaczymy, czy się uda?
wtorek, 23 listopada 2010
Kierowcy z rana jeżdżą jak pizdusie, jakby jeszcze spali, albo siedzieli w domach przed telewizorami i oglądali pasjonujący program Kawa czy herbata, a przy tym zastanawiali się - Obudziłem się, czy to mi się jeszcze śńi? Mnie do jasnej cholery spieszy do roboty... Pracownik roku? Bez przesady - im szybciej będę, tym szybciej wybędę. Lista grzechów głównych porannych kierowców i nie tylko porannych:
Kolejność jest zupełnie przypadkowa. Jeżeli jesteś takim kierowcą, jeżeli któryś z punktów cię dotyczy, to niedobrze, bardzo niedobrze ;)
piątek, 29 października 2010
Wreszcie chwilunia miejsca w czasoprzestrzeni. Można się skupić. Słuchawki na uszy i coś trzeba wybrać na tym małym cudzie z Appla (prezent - jeszcze mi nie odbiło do końca). The Resistance firmy Muse - tak sobie słucham i to normalnie takim Quennem zalatuje, że doktor Queen się w grobie przewraca. A mnie się oczy kleją, łeb nad klawiaturą zwisa jak za oknem chmura, co to się zaczepiła o najwyższy komin. Piątek to dlatego - energia została wyssana wczoraj na piłkarskim boisku. Nie wspomnę o wyniku, bo jest równie znakomity, jak wyniki Śląska Wrocław w tym sezonie. Dostałem w pracy wreszcie laptopa - nie lubię pisać na laptopach. Czy ktoś zna kretyna, który w miejscu klawisza Control ustawił funkcyjny? Proszę go ode mnie uściskać, ale tak, żeby może i troszeczkę poddusić, to się opamięta! No i tyle siatkarki grają z Japonią. Było 2:0 dla Polek, ale Japonki chyba się obudziły i już nie są takie gościnne i wynik 2:1, a w czwartym secie Japonki prowadzą. Oj, oj.... 3mać kciuki!
czwartek, 28 października 2010
No i dzisiaj już czwartek... przeleciało. Właśnie przed chwilą wpadłem na Ödöna von Horvátha, ale się ucieszyłem bo w Teatrze Polskim wystawiają Kazimierza i Karolinę. Recenzja słaba, ale co tam Odon to był gość i jego Epokę Ryb zjadłem razem z ośćmi - kilka razy, aż mi się książka rozpadła z lekka. Jak wrócę do domu, to zerknę to tej małej książeczki.
środa, 27 października 2010
Jakieś głupoty mi się dzisiaj w nocy śniły: balonem latałem, nie pamiętam z kim, ale tak lecieliśmy, że wylądowaliśmy w Korei - tylko ze snu nie wiedziałem, w której? Dobrej, czy złej? Ale raczej tej złej, bo dużo kolesi z karabinami się pojawiało jak nasz balon wylądował. Skończyło się tak, że odlecieliśmy, ale można podsumować: że sobie polatałem, tudzież się przeleciałem. No i dzisiaj środa, środek tygodnia, czyli... #$@#%^Y!@ Właśnie taki dzień, i co? a no to, że jak zawsze się sprawdziło - koreczki są większe. Aaaa i w Pucharze Polski Śląsk Wrocław przegrał z Legią 1:2 i nie awansowali, bo w Warszawie było 1:0 dla Legii. Słaby ten Śląsk w tym sezonie, aż strach myśleć, co będzie jak spadną z Ekstraklasy. Jak już mamy tego fryzjera we Wrocławiu, to może trzeba skorzystać z jego doświadczenia. Kto będzie przychodził na mecze jak już będzie piękny nowy stadion i beznadziejna drużyna? Lepiej nie gadać.
wtorek, 26 października 2010
Wpis jest bez tytułu nie dlatego, że nie mam tytułu dla niego, ale dlatego, że wpis nosi tytuł: Bez tytułu. W ten oto sposób rodzi się pierwsze zdanie, które może zapoczątkować jakiś znakomity wpis :) Tylko o czym tu pisać, jeśli wszystko jest normalnie, jeśli wszystko jest zwyczajnie, np. jechałem dzisiaj do pracy i nie było korków i co jest najgorsze, wczoraj też nie było. Być może taka pora, a być może korki zniknęły z Wrocławia (przynajmniej te poranne)? (Jutro środa - pewnie jeszcze zatęsknię za stwierdzeniem, że nie ma korków.) W porannym WFie też jakoś tak zwyczajnie - niby śmieszą, niby obrażają, ale tak bezpłciowo. Nawet koleżanka, która właśnie przyszła do pracy swoje Cześć powiedziała tak jakoś bez wyrazu. Znaczy co? Nuda? Jak w polskim filmie. Tak to z tą nudą jest, że niby jest, ale przychodzi wtedy jak jest zbyt zwyczajnie, jak nie ma co robić, a przecież o tym marzymy wśród dni zabiegania, w wirze zakręcenia codziennym stresującym wwiercaniem się we własny żołądek, czy głowę. Nagle jak przyjdzie coś takiego, że robi się trochę normalniej, troszkę spokojniej, to od razu nuda, za spokojnie, wszystko bez wyrazu. No właśnie nawet tytuł jest bez wyrazu, a więc i bez treści, czyli BEZ TYTUŁU. Ot takie pokrętne przemyślenie z samego rana - i to jeszcze bez kawy.
poniedziałek, 25 października 2010
Czytałem ostatnio wywiad z Pati Yang i powiedziała coś takiego: Wiesz, mam też takie loty, że jak idę do lasu, to rozmawiam z drzewami. Nie mówię tego w takim sensie, że coś mnie pojebało. Tylko w komunikacji pozawerbalnej czujesz, jakim cudem jest to, że tutaj jesteś, że wszystko żyje.
piątek, 22 października 2010
Dzisiaj piąteczek, luzik, weekend, ale nie tak szybko.... zacznę jednak po Polskiemu: jak tu się nie denerwować, jak być pełnym optymizmu, jak się uśmiechać do ludzi, jak się ma SKLEROZĘ! Specjalnie do pracy przygotowany makaron z kurczakiem, brokułem, ziołami i Bóg jeden raczy wiedzieć czym, został w domu. Leży sobie teraz mój obiad w lodówce i się chłodzi, a ja specjalnie nie zabierałem dzisiaj do pracy za dużo jedzenia: tylko mały banan, tylko kanapeczka (już jej nie ma zresztą) i jakiś jogurcik. Zawsze w piątek mam apetyt cholerny, bo jestem po czwartkowym bieganiu za piłą, ale tym razem klops. W zeszłym tygodniu zjadłem takiego wielkiego batona z orzechami (nazwy nie wymienię bo mi nikt za to nie płaci), że przez pół dnia mnie trzymało jeszcze, ale nie chce sobie podnosić cukru... w kosmos. Jednym słowem: SKLEROZA! Człowiek rano to myśli o innych sprawach, np. czy już dzisiaj będzie trzeba skrobać szyby, czy znowu trafię na idiotę za kółkiem autobusu, itd. Tym razem jak na złość (poproszę o taką złośliwość codziennie) przez miasto czmychnąłem w kilka minut, ale obiad został w domu. No nic - zjem to po pracy... co się odwlecze, to nie uciecze; co nagle, to po diable; gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy; każdy kij ma dwa końce (ooo to już nie pasuje)!
czwartek, 21 października 2010
Byłeś kiedyś w miejscu, ale nie wiedziałeś po co (?) tam przyszedłeś. Ktoś cię zaprosił i jesteś. Przyszedłeś, może trochę z ciekawości, może trochę z nudów, w sumie powód nie jest ważny, ale skoro ten ktoś cię zaprosił, to znaczy, że jesteś tam potrzebny. W tym miejscu było już kilka osób podobnie jak ty zaproszonych, znałeś niektóre z tych osób, a więc nie czułeś się obco, jedynie ciągle i nieprzerwanie zastanawiałeś się po co zostałeś zaproszony, a nawet może nie po co, tylko dlaczego? Po co było jasne - na kolację, ale dlaczego? Czym sobie zasłużyłeś na taki zaszczyt? Sala się zapełniała i już każdy zamoczył usta w winie, lekko się rozeszło po kościach jakieś zmęczenie, jakiś stres, ale ciągle pytanie bez odpowiedzi było bez odpowiedzi, a do tego nikt ze znajomych i ich znajomych nie wiedział po co ten ktoś chciał akurat nas w tym miejscu. W sumie to miejsce ładne i kolacja smaczna, i dobre wino, i miła rozmowa, i.... ALE PO CO? Nikt nie odpowiedział nam na to pytanie i chyba teraz każdy musi odpowiedzieć sobie na nie sam: po co ten ktoś chciał akurat nas w tym miejscu?
środa, 20 października 2010
I jak tu nie być przesądnym, albo jak tu nie wierzyć w magiczną moc środowego pecha. Toż środa zawsze jest gorsza niż piątek trzynastego – dzisiaj od rana tak to wygląda i tak się to zapowiadało od samego otwarcia sklejonych powiek.
Jeszcze do tego wszystkiego wypierniczył się BLOX. Cały wpis się poszedł paść na zielone pastwiska! Zagryzłem zęby i napisałem od nowa, wszystko od nowa.
Przestało padać. Głowa przestaje padać. Idę zrobić kawę. Będzie dobrze? Operacja się udała, ale niestety pacjent nie przeżył.
Wczoraj odpalili przy placu Strzegomskim POCIAG DO NIEBA - wpadłem, fotkę zrobiłem, uciekłem. Uciekam.
wtorek, 19 października 2010
No i jak wstałem dzisiaj i zobaczyłem, że drugi dzień ZERO na blacie, znaczy rtęć za oknem skurczyła się do tego poziomu i nie chce leźć pod górę, to pomyślałem: ..@#$@#%@^#, to pomyślałem: pora odkurzyć zimową kurtkę. Obym nie wywołał wilka z lasu, ale jakoś kolejny dzień nie chce mi się marznąć. |
Ostatnie wpisy
Tagi
|